Przełamać milczenie wokół martwych narodzin

W tym dziale proponuję zamieszczać artykuły i informacje prasowe

Przełamać milczenie wokół martwych narodzin

Postprzez Tata_Nikodema » Pon, 27.07.2009, 7:34

Artykuł oryginalny:
http://dziecko.onet.pl/30080,0,0,przela ... tykul.html

Image

Przełamać milczenie wokół martwych narodzin

Mniej więcej miesiąc po śmierci naszego syna, wróciliśmy wraz z żoną do gabinetu lekarki prowadzącej ciążę w nadziei, że uzyskamy odpowiedzi na niektóre z pytań niedające nam spokoju.

Właśnie dowiedzieliśmy się, dlaczego zmarł dzień przed terminem porodu - autopsja wykazała, że pępowina okręciła się wokół niego. Zostaliśmy z poczuciem bezradności spotęgowanym przez fakt, że śmierć naszego syna spadła na nas jak grom z jasnego nieba. W ciągu ostatniego roku pochłonęliśmy niezliczone ilości literatury ciążowej i zawzięcie trzymaliśmy się zaleceń naszej ginekolog na temat zdrowej ciąży. I chociaż wiedzieliśmy, że urodzenie martwego dziecka zawsze jest możliwe, żadna książka, ani nasza lekarka nawet o tym nie wspomniała. Zapytaliśmy ją więc, dlaczego się o tym nie mówi.

- Ciąża to szczęśliwy czas – powiedziała nam zakłopotana. - Nikt nie chce wtedy słuchać złych wieści, tym bardziej o śmierci.

Czuliśmy się zdradzeni i sfrustrowani. Od śmierci naszego syna szukaliśmy informacji na temat urodzenia martwego płodu i byliśmy oszołomieni, gdy odkryliśmy jak częste są przypadki podobne do naszego – i jak rzadko ludzie o nich mówią.

Zgodnie z danymi Centrów Kontroli i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention – CDC) w Atlancie rocznie w USA dochodzi do 26 tysięcy martwych urodzeń –jeden poród na 160 ciąż. Jest to liczba 10 razy większa niż zgony przypisywane zespołowi nagłej śmierci niemowlęcia (SIDS), który uznano za istotny problem zdrowia publicznego, oraz cztery razy częstsze niż przypadki zespołu Downa, na który wykonuje się już niemal rutynowo testy prenatalne. Rocznie w USA liczba martwych narodzin jest 2,5 razy większa niż liczba zgonów z powodu AIDS.

Kilku lekarzy powiedziało nam, że nie widzą sensu w omawianiu martwych porodów, że jest to określenie, które obejmuje wiele różnych przypadków, najczęściej o niewyjaśnionej przyczynie. Według nich, gdyby specjaliści znali powody narodzin martwego dziecka lub symptomy, które je zapowiadają, ostrzegaliby rodziców i podejmowali działania prewencyjne.

Ale jeśli nie rozmawia się o jakimś zagadnieniu, nie jest się w stanie dowiedzieć o nim nic więcej. Weźmy choćby SIDS: kampanie edukujące na ten temat zainicjowały badania, które wykazały, że dzieci duszą się śpiąc na brzuchu. W rezultacie, za podstawowe uznano takie środki zaradcze, jak kładzenie dzieci do snu na pleckach i na twardych materacach.

A gdyby podobne badania przeprowadzić nad przyczynami martwych urodzin? Czy wzmożone badania kontrolne płodu w ostatnim trymestrze pozwoliłyby wykryć splątaną pępowinę mojego syna? Chociaż zadziwiają nas badania USG, to nie pokazują one pępowiny podczas pobytu dziecka w łonie matki. Dopóki nie przeprowadzimy dokładnych analiz, nie będziemy wiedzieć czy udoskonalona technologia lub surowsze przestrzeganie standardów badań kontrolnych mogłoby zmniejszyć odsetek martwych narodzin.

Tu potrzebne są rozwiązania kompromisowe – omawiając poronienia można wystraszyć wiele osób - komentuje Ruth Fretts, specjalistka w zakresie położnictwa i ginekologii na Harvard Medical School oraz przewodnicząca rady naukowej organizacji non-profit o nazwie International Stillbirth Alliance (Międzynarodowy Związek ds. Martwych Urodzeń). - Wydaje się, że dużo robimy. Podczas pierwszej wizyty mówimy ciężarnym wszystko o badaniach wykrywających zespół Downa. I ostatecznie nie poświęcamy wcale czasu na omówienie martwych narodzin... Nie poznaliśmy tego zagadnienia na tyle dobrze, by zwrócić na nie uwagę. Ludzie przez tak długi czas nie uważali martwych narodzin za zgony.

Jason Collins, położnik z Luizjany kierujący organizacją non-profit o nazwie Pregnancy Institute (Instytut Ciąży), który propaguje lepsze badania kontrolne nad stanem płodu, uważa, że mało się mówi o martwych narodzinach, ”ponieważ lekarze tak bardzo boją się następstw takiej rozmowy".

Badania Fretts wykazały, że przyczyny zgonów płodów po 28 tygodniu ciąży są przeważnie niewyjaśnione, co pomniejszyło znaczenie takich czynników jak niedożywienie płodu i odklejenie się łożyska. W rezultacie, po urodzeniu martwego dziecka lekarze najczęściej mówią pogrążonym w bólu rodzicom: ”Nie potrafię tego państwu wyjaśnić”. Kilku lekarzy powiedziało nam nieoficjalnie, że wiele oddziałów położniczo-ginekologicznych po narodzinach martwego dziecka boi się oskarżeń o zaniedbania, co powoduje, że nie wymieniają przyczyny zgonu.

Dyskusje nad martwymi narodzinami są utrudnione przez to, że termin ten jest niejasny. Choć w USA definicja kliniczna określa urodziny martwego dziecka jako zgon płodu po 20 tygodniu ciąży lub ważącego 350 gramów i więcej - jeśli jego wiek nie jest dobrze znany, nie potrafię zliczyć ile razy słyszałem, jak śmierć mego syna nazywano ”poronieniem”, które przeważnie definiuje się jako zgon występujący przed 20 tygodniem [w Polsce przed 22 tygodniem – przyp. Onet]. Wyglądało to tak, jakby chciano złagodzić uczucie, że straciliśmy w pełni rozwinięte dziecko.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) odsetek martwych narodzin w USA jest wyższy niż w każdym z europejskich krajów, a także w Kanadzie, Australii, Japonii i Singapurze. Niektórzy eksperci uważają jednak, że nie można robić takich porównań, bo nie ma jednej definicji tego zjawiska. Na przykład w Szwecji martwymi narodzinami określa się zgon płodu po 28 tygodniu ciąży. W innych krajach definicja ta dotyczy zgonu po 16 tygodniu.

- Naprawdę nie można porównywać odsetka martwych narodzin w różnych, krajach – mówi Wes Duke, inspektor medyczny w CDC, który w Atlancie kierował programem mającym poprawić zbieranie danych na temat narodzin martwych dzieci. - To tak jak jabłka i pomarańcze.

Niektórzy ludzie starają się zwrócić uwagę na ten problem mówiąc o nim. Jeanine McGrath, certyfikowana pielęgniarka z Holy Cross Hospital w Silver Spring (stan Maryland), pamięta spotkanie z kobietą, która urodziła bliźnięta, a jedno z nich było martwe.

- Powiedziała mi: ”Nie wiedziałam jak mam się czuć. Wszyscy mówili mi, że powinnam czuć się szczęśliwa, ponieważ mam dziecko, ale zarazem jedno z moich dzieci urodziło się martwe" - wspomina McGrath.

W styczniu 2006 roku pielęgniarka zaczęła prowadzić cotygodniową grupę wsparcia dla osób, które straciły dziecko przed porodem. - Zaczynam i kończę spotkania zawsze w ten sam sposób: mówiąc wszystkim, że są bardzo dzielni – mówi McGrath.

- W naszym społeczeństwie mówi się po prostu, że trzeba się z tym uporać. Panuje przekonanie, że można przecież mieć kolejne dziecko – tłumaczy pielęgniarka.

Na swojej grupie wsparcia McGrath często wysłuchiwała rodziców, którzy po narodzinach martwego dziecka nie otrzymali pomocy od lekarzy. Jedna z kobiet zadzwoniła do gabinetu swojego położnika, gdy urodziła martwą córeczkę i usłyszała następujące wskazówki: ”Wciśnij 1, gdy chcesz się umówić na spotkanie; wciśnij 2, gdy chcesz dokonać opłat; wciśnij 3, gdy chcesz otrzymać receptę”. - Urodziłam martwe dziecko, który guzik miałam wcisnąć? – zapytała na zajęciach.

Zdaniem McGrath problem częściowo wynika z powszechnych praktyk położników, którzy zachęcają kobiety, by udawały się do dowolnego innego lekarza, który jest na dyżurze w dzień porodu. To klasyczny przykład zbiorowej mentalności, kiedy żaden z lekarzy nie chce odstępować od sprawdzonej organizacji pracy.

W czerwcu zeszłego roku Barack Obama, wówczas jeszcze jako senator, przedstawił projekt uchwały na temat zapobiegania martwym urodzeniom i nagłym, nieoczekiwanym zgonom dzieci (Preventing Stillbirth and Sudden Unexpected Infant Death Act 2008), ale nie miał zbyt dużej siły przebicia. Senator Frank Lautenberg z Patii Demokratycznej Stanu New Jersey po zaznajomieniu się z tą sprawą tworzy podobną ustawę, która według osób znających ten projekt, zostanie przedstawiona Senatowi jeszcze przed sierpniową przerwą w pracy.

- Tworzymy ustawę , aby poprawić gromadzenie danych, tak byśmy mogli lepiej zrozumieć przyczyny martwych narodzin i pomóc rodzicom znajdować odpowiedzi – tłumaczy Lautenberg.

Ustawa ma rozszerzyć rejestry martwych narodzin, istniejące już w stanie Iowa oraz Atlancie (stan Georgia), na inne stany oraz dostarczyć standardowego protokołu do zbierania informacji po każdych narodzinach martwego dziecka.

- Zmiany legislacyjne przynajmniej zwiększą świadomość, a to jest już dobry początek – mówi Fretts, która udzielała konsultacji zespołowi Lautenberga pracującemu nad projektem ustawy.

Moja żona i ja moglibyśmy odnieść z niej pożytek.
Tata Aniołka Nikusia

"Jeżeli nie spróbujesz ocalić jednego życia - to nigdy nie ocalisz żadnego"

Image
Tata_Nikodema
Administrator
Administrator
 
Posty: 2647
Dołączenie: Nie, 28.01.2007, 15:40
Miejscowość: Kraków

Postprzez Tata_Nikodema » Pon, 27.07.2009, 7:39

Może i w naszym kraju ten temat przestanie wreszcie być tematem "tabu" i ktoś zacznie głośno na ten temat mówić.
Już kilkakrotnie spotkałem się z ograniczeniami prawnymi w stosunku do rodziców takich dzieci - co już samo w sobie jest straszne. Prawo które powinno w takiej sytuacji pomagać jest często okrutne - myślę że o pewne zmiany warto powalczyć
Tata Aniołka Nikusia

"Jeżeli nie spróbujesz ocalić jednego życia - to nigdy nie ocalisz żadnego"

Image
Tata_Nikodema
Administrator
Administrator
 
Posty: 2647
Dołączenie: Nie, 28.01.2007, 15:40
Miejscowość: Kraków

Postprzez Ilona » Pon, 27.07.2009, 11:36

Mi się wydaje,że tak jak piszą w artykule lekarze boją się oskarżeń za zaniedbanie i dlatego nie podawają przyczyn zgonu dzieci...chodź Kuba zmarł po 3 dniach to wręcz namawiali nas żeby nie robić sekcji, że i tak wiadomo od czego zmarł...może i mieli rację, ale czy czegoś nie "popsuli" tego już nigdy się nie dowiem....
A najgorsze jest właśnie chyba nie rozmawianie na temat śmierci dzieci...może się to zmieni...szczerze to oby się zmieniło bo są nasze dzieci...czy żyły kilka dni, miesięcy w nas czy na świecie...
Image

Image
Awatar użytkownika
Ilona
Administrator
Administrator
 
Posty: 4311
Dołączenie: Pią, 16.11.2007, 17:16
Miejscowość: Kalisz

Postprzez emila24mati11 » Pon, 27.07.2009, 20:22

Moja córeczka urodziła się martwa w 40 tc.Dzień po terminie wywołano mi poród,lekarze i położne choć nie potrafili z nami o tym rozmawiać to zajęli się mną naprawdę dobrze.Kiedy leżałam jeszcze na patologii z innymi kobietami w ciąży,w bardzo delikatny sposób zabierano mnie z sali żebym nie słyszała bicia serca innych dzieci podczas badania ktg a następnie poproszono kobietę,która leżała na pojedynczej sali o zamianę łóżek.Na oddziale robiono wszystko by nam choć troszeczkę pomóc.Mąż mógł ze mną być całą noc.Rano zabrali mnie na porodówkę i tam też każdy starał się jak mógł,położne wychodziły płakały.Leżałam oddzielnie,bym nie słyszała płaczu rodzących się dzieci.Po narodzinach naszego dziecka zapytano czy chcemy ochrzcić małą i jak dajemy jej na imię.Jedyne co było nie tak to to że nikt nie zapytał czy chcemy zobaczyć dziecko tylko zbadano ją i zabrano.Następnie lekarze pytali nas czy zgadzamy się na sekcję,wręcz chcieli abyśmy się zgodzili aby poznać przyczynę zgonu.No i tak też zrobiliśmy,teraz już wiemy dlaczego nasza córeczka jest aniołkiem.Kiedy jeszcze byłam w szpitalu dostaliśmy wszystkie niezbędne dokumenty i dokładnie poinformowano nas gdzie,co i jak mamy ''załatwić''.Sekcje wykonano bardzo szybko po czym mogliśmy godnie pożegnać i pochować nasze dziecko.Czasami jak czytam o tym wszystkim z czym spotkali się inni rodzice to sobie myślę,że w tym naszym nieszczęściu mieliśmy szczęście,że trafiliśmy na takich ludzi,którzy nie do końca potrafili nam pomóc ale przynajmniej się starali a to już dużo.
Awatar użytkownika
emila24mati11
 
Posty: 477
Dołączenie: Czw, 05.02.2009, 12:33
Miejscowość: Zabłudów

Postprzez Tata_Nikodema » Wto, 28.07.2009, 8:11

emila24mati11 napisał(a):Czasami jak czytam o tym wszystkim z czym spotkali się inni rodzice to sobie myślę,że w tym naszym nieszczęściu mieliśmy szczęście,że trafiliśmy na takich ludzi,którzy nie do końca potrafili nam pomóc ale przynajmniej się starali a to już dużo.


Dokładnie - właśnie o to chodzi, czasami właśnie z tego co słyszę, to takiego podejścia brakuje :(. Ja wierzę że to się jednak zmienia.
Tata Aniołka Nikusia

"Jeżeli nie spróbujesz ocalić jednego życia - to nigdy nie ocalisz żadnego"

Image
Tata_Nikodema
Administrator
Administrator
 
Posty: 2647
Dołączenie: Nie, 28.01.2007, 15:40
Miejscowość: Kraków

Re: Przełamać milczenie wokół martwych narodzin

Postprzez anna » Śro, 14.11.2012, 19:51

do mnie

Witam serdecznie.

Widzę, że wątek ma już kilka dobrych lat, ale zostawię po sobie parę słów, bo po prostu wciąż cierpię i nie mam przed kim wylać swoich żali.



A zatem… Drogi Potencjalny Czytelniku..

26 lipca 2012 roku zostałam mamą trzydziestopięciotygodniowej Julki, która urodziła się nie wydając z siebie żadnego tchnienia. Przy jej narodzinach było słychać krzyk innego dziecka- mnie obcego..



Głowę mam pełną pytań i żalu.. , a najbardziej frustrujące jest to, że nikt na nie nigdy nie odpowie..



Dlaczego lekarz prowadzący nie wspomniał nic o liczeniu ruchów dziecka? O zwracaniu uwagi na intensywność tych ruchów? Moje dziecko na kilka dni przed śmiercią bardzo intensywnie kopało.. – ja odczytywałam, to jako dobrą wróżbę…, bo przecież mocny kopniak może tylko zwiastować to, że moje dziecko jest silne… Do głowy nie przyszło mi, że może być całkiem odwrotnie… że coś się zmieniło, że jednak jest coś nie tak, że moje dziecko szuka pomocy, a ten silny kopniak jest wołaniem o pomoc… Teraz nie mogę sobie tego wybaczyć, że nie douczyłam się… nie mogę lekarzowi zapomnieć, że nie wspomniał o tak prostej sprawie… dlaczego? - bo o przykrych sprawach się nie rozmawia, bo nawet w Internecie- największej encyklopedii naszych czasów- trudno jest cokolwiek na ten temat znaleźć. A na portalach dla ciężarnych widnieją w większości sponsorowane artykuły o wszystkim i o niczym. Nawet, gdy szuka się informacji na temat połogu, żeby wreszcie wrócić do siebie- kiedy już znajdujemy tę odrobinę siły, mimo woli znajduje się informacje o szczęśliwych mamach i ich połogu. Te osoby, które tego doświadczyły wiedzą, jak bardzo frustrujące są takie sytuacje i jak bardzo odejmują tych resztek sił do życia.



I właściwie dlaczego, kiedy mówimy o martwych narodzinach naszych dzieci i kiedy szukamy informacji na ten temat, znajdujemy dane dotyczące tej problematyki w USA… ?

Przecież w Europie też istnieje ten problem.. Czy powszechnie uważa się, że jeśli nie ma tematu, to nie ma też sprawy???

Może warto powiedzieć tej szczęśliwej oczekującej matce, żeby w ramach prewencji zwracała uwagę na to aktywność swojego dziecka… może mogłaby wówczas przyjść od tak zbadać tętno dziecka i zrobić USG.. tak dla pewności? Ach tak.. przecież wciąż boimy się niepotrzebnych kosztów w opiece zdrowotnej.. , bo każdy mały niepokój (czasem bezpodstawny) może się przyczynić do zwiększenia wydatkowanych pieniędzy z tytułu opieki zdrowotnej.



Mnie przyszło zajść w ciążę, poznawać i pokochać moje dziecko, a potem urodzić i pochować w Niemczech. Tutaj Aniołki nazywane są Gwiazdkami (Sternenkind). Opieka w czasie mojego pobytu w szpitalu była bardzo dobra. Otrzymałam pokój z jednym łóżkiem – chociaż to należy się osobom z ubezpieczeniem prywatnym, którego ja nie posiadam. Zaproponowano dostawienie łóżka mojemu mężowi. Zadbano nawet o to, bym nie spotykała innych szczęśliwych mam. Chociaż teraz jak się nad tym zastanawiam…, to widok rozżalonej ciężarnej oczekującej martwego dziecka mógłby bardzo przeszkadzać tym szczęśliwym mamom. Wybacz mi proszę Drogi Potencjalny Czytelniku ten sarkazm.

Wracając do tematu- wszystkie pielęgniarki, położne i lekarze zrobili wszystko, żeby cała sytuacja przebiegła dla nas jak najmniej stresująco. Po porodzie mogliśmy nasze dziecko ubrać i trochę z nim pobyć. Położna zrobiła naszemu dziecku zdjęcia, których nie musieliśmy ze sobą zabierać, ale zawsze można po nie wrócić.. Nam przywieziono je do domu, gdy już ochłonęliśmy i doszliśmy do wniosku, że chcemy mieć zdjęcia naszej córeczki.



Nasze polskie realia, w którym przychodzi rodzić kobietom ich aniołki znam tylko z historii wyczytanych gdzieś na forach internetowych. Mogę sobie tylko wyobrazić, co czują małżeństwa zupełnie pozbawione możliwości zobaczenia dziecka, bycia z nim i przytulania.. jego zapamiętania..

W tym momencie mogę dziękować losowi za to, że dane mi było rodzić tutaj..

Jeszcze w szpitalnej (ewangelickiej) kaplicy, pani, która sprawuje rolę księdza szpitalnego (ewangelickiego wyznania) urządziła nam pożegnanie naszej córeńki. Obdarowała nas dwoma identycznymi misiami- jednego otrzymała Julka, którego zabrała ze sobą na zawsze, a jeden otrzymaliśmy my. Zapaliła dla niej świecę, którą później zabraliśmy do domu. Ta sama pani odwiedziła nas w domu. Otrzymaliśmy tyle ciepła, którego niejednokrotnie brakuje nam ze strony przyjaciół i rodziny. Dla porównania nasz proboszcz, naszej katolickiej parafii (Polak dodam dla wyjaśnienia) na pierwszym spotkaniu stwierdził, że on nie ma pojęcia co powiedzieć i zapytał nas co w zasadzie na pogrzebie powiedzieć, bo on sam nie wie. Tak więc na sucho odprawił (odczytał) obrządek pochówku, a w tydzień po pogrzebie pocztą otrzymaliśmy rachunek. Niby nic się nie stało, w końcu tutaj płaci się za usługi, a nie daje się ofiar. Tylko dlaczego kogoś zupełnie obcego, kogo w zasadzie nie powinno to nic obchodzić było stać na ciepło względem niewinnej istoty, a tego, który ponoć jest pasterzem naszych dusz - po prostu nie ??? Nie chodzi tu o nasz ból, bo nie to nas złościło, że był draniem względem nas.. Tylko o zlekceważenie wobec naszej córeńki- niewinnej istoty, maleńkiego dziecka.. a Jezus kazał je kochać- czyż nie tak..?



Dobrze, a gdy już zamkniemy sprawę porodu i opieki szpitalnej należy stawić czoła całemu światu. Tutaj ukłony w kierunku tych wszystkich, którzy rodzicom zmarłych dzieci ( nie tylko martwo urodzonych, ale każdego zmarłego małego dziecka) mówią : „Jesteście jeszcze młodzi, jeszcze będziecie mieć dzieci.” Otóż drodzy autorzy tych właśnie myśli i tych słów zrozumcie, że my chcemy odzyskać właśnie to dziecko, które nam zmarło, to właśnie strata tego dziecka nas boli! Każde następne dziecko będziemy kochać, ale to, które nam umarło również kochamy, bo ono z nami było i żyło w naszej rodzinie, która teraz jest niepełna, bo straciła jednego członka. Zrozumcie -każde stracone dziecko, było kochane i oczekiwane z nadziejami, a śmierć jest przekreśleniem tych nadziei. Swoją drogą od mojej cioci dostałam pewnego dnia bombonierkę z towarzyszącymi temu wręczaniu słowami: „ na pocieszenie”. Kochane cioteczki – jeśli nie wiecie jak się zachować, to proszę Was nic nie mówcie, po prostu bądźcie. Nie starajcie się nas pocieszać, bo nas i tak nie zdołają żadne czekoladki pocieszyć, bo nasze zmarłe dziecko nie jest straconą stówką lub egzaminem, który oblaliśmy..

Nasze dziecko było sensem naszego życia..



Czas płynie .. minęły ponad 3 miesiące od kiedy nasza córeczka nas opuściła.. I czekam na sny, w których nie będzie już grobów .. Nie chcę zapomnieć mojej córeczki, ale wiem też, że jeśli nie znajdę pomocy, to już na zawsze pozostanę w żałobie..
anna
 
Posty: 1
Dołączenie: Czw, 27.09.2012, 13:11

Re: Przełamać milczenie wokół martwych narodzin

Postprzez Ilona » Śro, 14.11.2012, 22:20

Witamy na Płomyku.
Mój synek zmarł 5 lat temu, ciągle zadaje sobie pytanie "Dlaczego?" i nadal nie umiem innej "Aniołkowej mamie" powiedzieć jak żyć, jak sobie poradzić z bólem, który ciągle nam towarzyszy. I chyba nigdy nie znajdziemy odpowiednich słów, który mogłyby określić to co czujemy. Pocieszające jest to,że jest coraz lepiej z opieką medyczną, temat straty powoli przestaje by tematem tabu....sama jesteś tego przykładem, szpital, ta pani z kaplicy, przyjaciele rodzina.....
tutaj na Płomyku nikt nie napisze Ci,że wszystko będzie dobrze, że zapomnisz, bo każdy z nas to przeszedł i wiemy,że takie słowa tylko ranią.......
Gdybyś potrzebowała sie wygadać to tutaj zawsze ktoś jest, wysłucha.
I przykro mi,że kolejna mama dołączyła do naszego grona :(
Światełko dla Waszej córeczki :swieczka2: :swieczka2: :swieczka2: :swieczka2: :swieczka2:
Image

Image
Awatar użytkownika
Ilona
Administrator
Administrator
 
Posty: 4311
Dołączenie: Pią, 16.11.2007, 17:16
Miejscowość: Kalisz


Powróć do Artykuły prasowe

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] oraz 1 gość

cron